USTKA

Sobota, 19 Maja 2012 Augustyn, Celestyn, Iwo, Miko3aj, Pekos3aw, Piotr, Potencjana
Strona główna arrow Historia

Ustka w obiektywie

IMG_5713m.jpg
Kino Delfin - repertuar
Paluchy 2007
Historia Ustki sprzedanej za parę butów PDF Drukuj Email
02.06.2007.
Na widokówce lato sprzed I wojny: na wysokich palach omywanych przez fale zachodniej plaży ciągnie się długi drewniany budynek męskiej przebieralni, Herrenbad. Dżentelmeni zażywający morskich kąpieli docierali doń pomostem. Zrzucali fraki i surduty, gotowi na spotkanie z żywiołem. Ale nie wszyscy. Niektórzy, co młodsi, wymykali się cichcem na wschód od portu. Tam plażowały panie. Gmina ustecka, na dźwięk pisków zawstydzonych dam, zatrudniła w 1893 roku strażnika: koniec z podglądaniem, mili panowie! Potężny sztorm, szalejący w Sylwestra 1913 roku, pochłonął jednak kabiny dam i przebieralnie panów. Na ich miejsce ku uciesze płci brzydkiej pobudowano na wschód od molo koedukacyjny zakład kąpielowy. Zaczęło się wspólne rodzinne plażowanie.

Męskie kąpielisko na plaży zachodniej
Herrenbad, męskie kąpielisko na plaży zachodniej (około 1910 roku). Pomostem, by nie zamoczyć stóp podczas wysokiego stanu wody, panowie udawali się do kabin przebieralni.

Do wody, moja duszko!

Plażowanie to wynalazek całkiem niedawny. Kąpiele słoneczne długo nie były w modzie, a na plażę można się było udać co najwyżej jesienią, by zapolować na drozdy, przysmak godzien szlachetnego podniebienia. A kąpiele? Cóż za szatański pomysł! Gorszyły skromne oczy, wszelkich chorób były zarzewiem, dobre co najwyżej dla plebsu. Ale i plebs kąpał się bardziej dla higieny, niż dla przyjemności. Mało kto wówczas potrafił pływać – była to umiejętność rzadka także wśród żeglarzy tej doby.

Przełom przyniósł rok 1752, kiedy to doktor Richard Russel ogłosił w swej rozprawie, że woda morska zdrowiu jednak służy. Ustka, podobnie jak inne nadmorskie uzdrowiska, rozkwitła, by w XIX wieku przywitać wreszcie pierwszych turystów. Ci szukali czegoś więcej niż tylko leku na podagrę: zakosztowali w morskim piasku pod stopami. Stopami zresztą obutymi. W sukience, bermudach, rajstopach, kapelusiku i trzewiczkach panie szły do wody. I zaraz z niej pierzchały, nie mając szczególnej uciechy w brodzeniu w wodzie, gdy wokół kolan plątała się cała ta materia. Tym sposobem Ustka zyskała nowe oblicze – kurortu. A wcześniej?



O dwóch Jaśkach, co Ustkę sprzedali

Wcześniej u ujścia Słupii znajdowała się osada rybacka. W XIV wieku zakupili ją od dwóch znakomitych rycerzy Jaśka ze Sławna i Jaśka z Darłowa, słupscy mieszanie. Cena może dziś zaskoczyć. Rok po roku Słupsk przekazywał na rzecz obu panów jedną parę butów. Wraz z Ustką słupszczanie nabyli pas ziemi wzdłuż rzeki szeroki na 19 metrów. Pasem tym szli utrudzeni włóczkowie, ciągnąc za sobą wyładowane łodzie. Do przejścia mieli 35 kilometrów, a droga dłużyła się jeszcze przez silny rzeczny prąd. Dobra koniunktura potrwała do końca wieku XVI, gdy kwitły interesy w porcie. Potem jednak Ustka podupadła, a to za sprawą wojen, epidemii i pożarów, gdy miejscowość straciła na znaczeniu skurczona do ledwie 15 domów.

Ustka kurortem

Rozwój gospodarczy Pomorza nastał dopiero w latach trzydziestych XIX wieku. Wraz z nim odżyła i Ustka. W 1830 roku otworzyła oficjalny rejestr wczasowiczów. Zrazu niezbyt popularna gościła w 1832 roku 38 rodzin, by dziesięć lat później odnotować pierwszy wczasowy boom: 400 osób odwiedziło Stolpmünde. Pod taką właśnie nazwą na mapach, wskazującą położenie u ujścia Słupi, znana była przez wieki miejscowość.

Na tle górującego nad plażą Pawilonu Zdrojowego rozsiadły się na piasku damy, w domkach na plaży - przebieralniach - pozostawiwszy letnie narzutki. (Pocztówka z roku 1914).

Jeszcze w XIX wieku na promenadzie od strony portu otwarto kilka restauracji. Wybrukowanie drogi do Słupska, którą kursować miał dwa razy w tygodniu dyliżans, a potem także otwarcie linii kolejowej pod koniec XIX wieku przyciągnęło nowych mieszkańców i pomnożyło inwestycje. Wznoszono wille, w tym górującą dziś nad promenadą Willę Red, którą wraz z zachowanymi stajniami pobudował wprost na wydmie słupski przemysłowiec, Conrad Westphal, amator konnych wycieczek wzdłuż plaży. Powstawały pensjonaty i – sopockim wzorem – łazienki. Tutaj, w usteckiej Warmhalle, czyli zakładzie przyrodoleczniczym, kuracjusze oddawali się kąpielom w podgrzewanej morskiej wodzie tłoczonej rurociągiem ze wschodniego brzegu. Port zyskał w tym czasie nowe falochrony i baseny portowe, które – bez większych zmian – istnieją do dziś. W jego pobliżu stanął, ozdobiony kolumnami, dziesiątkami tralek i przestronnymi tarasami, Kurhaus – Pawilon Zdrojowy, goszczący odtąd śmietankę towarzyską. Ta coraz chętniej przedkładała Ustkę nad Sopot, ucztując w znakomitej restauracji i oddając się hazardowi w salach kasyna Pawilonu. Kurhaus, zamieniony po latach na ośrodek wczasów pracowniczych, dożywał swych dni pod nazwą „Czar PRL-u”, by dziś domagać się renowacji.

Spacerkiem po Hauptstrasse

Ślady dawnej Ustki widoczne są co krok, także za sprawą rewitalizacji kamieniczek i rybackich chat. Nie zmienił się układ uliczek w pobliżu morza, ograniczonych ulicą Marynarki Polskiej, zwaną niegdyś Hauptstrasse, czyli ul. Główną, i Kosynierów. Tu, w Zaułku Kapitańskim (spacerowicz odnajdzie go bez trudu), wznosił się kiedyś kościółek, a wokół niego domy najzamożniejszych mieszczan, kapitanów i szyprów, trwające po dziś dzień na kilkusetletnich fundamentach. Kościółek rozebrano z końcem XIX wieku, gdy okazał się na tyle ciasny, że miejsca w ławach zajmowano na godzinę przed nabożeństwem. Gdy jednak wznoszono nową świątynię, leżący dziś w sercu miasta neogotycki kościół z czerwonej cegły, mieszkańcy mieli budowniczym za złe lokalizację tak daleko „za wsią”.

Ustecka stacja ratownictwa
Ustecka stacja ratownictwa, działająca od 1867 roku i służąca ratownikom morskim do dziś. W budynku stacji trzymano w pogotowiu konie, łodzie ratownicze i wyrzutnię rakiet do wystrzeliwania liny na tonący statek (widoczna na zdjęciu). Do czasów II wojny światowej ochotniczej załodze stacji życie zawdzięczało 166 osób.

A może by tak Słupioujście

Lata II wojny przyniosły zastój rozwoju miasteczka, gdy ruch w porcie niemal zamarł. Po wojnie mieszkańcy zmuszeni byli opuścić Ustkę. Chętni, by zostać i przyjąć obywatelstwo polskie, wyzbywając się niemieckiej narodowości, musieli udowodnić, że znośnie władają językiem polskim. Jednak nikt z mieszkańców Ustki tego kryterium nie spełnił.

W owym czasie szukano też nowej nazwy dla portowego miasteczka. Spośród kliku, funkcjonujących wówczas – Nowy Słupsk, Uszcz, Ujść, Postomin i Słupioujście – w 1947 roku wybrano właśnie Ustkę, co w języku kaszubskim oznacza „ujście”.

Fotografie pocztówek pochodzą z książki "Ustka, jakiej nie znamy", Eugeniusza i Adama Brzósków, wyd. Grawipol, Słupsk, 2006.
 
twórcy portalu